Środa, 21 sierpnia 2019 r.   Imieniny: Joanny, Kazimiery, Piusa
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Momo, czyli Ania Ołdak

Ania Ołdak
Ania Ołdak
Polskie Radio PiK "Zwierzenia przy muzyce" - Ania Momo Ołdak
Wokalistka, lektor i logopeda.

„Momo jest już jednoosobowym projektem. To jestem po prostu ja, ale też taka ksywka, więc pomyślałam sobie, że nie będę już wydawać płyt pod imieniem i nazwiskiem tylko zostanę przy Momo i mam nadzieję, że tak już zostanie...”


Piątek, 16 sierpnia godz. 20:05
Momo przeszło z zespołu na taki autorski projekt związany właśnie z Tobą?

- Tak, dokładnie tak. Momo jest już jednoosobowym projektem, to jestem po prostu ja, ale też taka ksywka, więc pomyślałam sobie, że nie będę już wydawać płyt pod imieniem i nazwiskiem tylko zostanę przy Momo i mam nadzieję, że tak już zostanie.

A dlaczego Momo?

- To było już jakieś 8 lat temu, to znaczy wtedy powstał w ogóle ten pomysł na Momo. A Momo wymyśliłam dlatego, że lubiłam taką bajkę o dziewczynce, która była odporna na złe czary ludzkie. I tak już zostało.

Czy Ania „Momo” Ołdak jest też odporna na ludzkie czary?

- Niestety nie, a może i „stety”, bo gdyby nie to, to nie powstałaby właśnie ta płyta.

Aczkolwiek brzmienie jakby już znane. Nie mówię o konkretnym brzmieniu poszczególnych utworów, ale o brzmieniu trochę lat końca 80., początku 90.

- Dobre masz ucho. Ta płyta jest faktycznie konceptualna w tym sensie, że jest utrzymana w takiej tęsknocie za latami 90. Są to po prostu piosenki i faktycznie można usłyszeć jakieś jeszcze małe elektroniczne rzeczy niczym „przypominajka” z pierwszej płyty, ale generalnie jest bardziej nastawiona na gitary akustyczne czy kontrapunkty. Takie bezpretensjonalne piosenki, które właściwie jak słucha się w całości, to gdzieś tam można usłyszeć inspiracje różnymi rzeczami. Generalnie chodziło o to w tym albumie, żeby nie podążać za żadną modą.

W latach 90. miałaś zaledwie kilka, kilkanaście już potem lat, czyli chodziłaś do szkoły. To co Cię inspirowało w tych latach 90., a może twórcę tych piosenek, bo powiedzmy, że powierzyłaś ich napisanie swojemu koledze.

- Mój kolega Tomek Wadowski, z nim robiłam tę płytę, jest ode mnie jeszcze młodszy, ale młodzi ludzie mają ogromną wiedzę również w tematyce muzyki lat 90., 70. i 60. Kiedy byłam nastoletnią dziewczyną myślałam, że Edyta Bartosiewicz śpiewa to wszystko naprawdę do mnie i o mnie. Myślałam, że mamy ze sobą po prostu połączenie, potem okazało się oczywiście, że pół Polski tak myśli, więc już nie byłam taka wyjątkowa. Niemniej ona była szczególnym jakby dla mnie wyznacznikiem - tej tęsknoty, bo tak sobie pomyślałam rok temu, że właściwie ona do dzisiaj ciągle mi towarzyszy w różnych sytuacjach i jej piosenki są nieśmiertelne, przynajmniej dla mnie.


No i świetnie, bo to jest rzeczywiście dobry wyznacznik dla wokalistki, która po raz kolejny siebie odkrywa, bo przecież Twoja płyta „Różowy/Niebieski” to nie jest pierwszy Twój album, natomiast czuję jakby to był Twój debiut.

- Powiem ci, bo oczywiście zastanawiałam się nad tym, czy drugi album powinien być po prostu pod imieniem i nazwiskiem, wtedy byłby do debiut faktycznie, ale mam potrzebę jednak jakiegoś łącznika z tym pierwszym etapem muzykowania. Dzisiaj jestem na zupełnie innym etapie i też znamy wielu artystów, którzy zaczynali w jakiś tam sposób, a są dzisiaj zupełnie gdzie indziej. Taki jest naturalny rozwój, natomiast nie mam już dużo wspólnego w pierwszym albumem. Życiowo wtedy był to bardzo miły okres, rozbrykany dość i niepokorny, natomiast teraz na pewno jest to jakiś zupełnie nowy etap.

Kiedyś powiedziałaś bodajże, że płyta „Różowy/Niebieski” nie ma płci, ale ten różowy i niebieski jednak wyznaczają płeć - różowy dla dziewczynek, niebieski dla chłopców.

- No widzisz jakie to jest ciekawe co mówisz, bo przecież tak sobie wymyśliliśmy, że te kolory coś wyznaczają. Żyjemy w społeczeństwie, które nas - mam wrażenie - trochę unieszczęśliwia, bo próbujemy spełnić jakieś normy, wymagania, natomiast wiemy wszyscy dokładnie, że jeśli chodzi o nasze życie uczuciowe, to ono się wymyka spod wszelkich ram. I nawet jeśli bardzo chcemy być ułożeni, to prędzej czy później nas to dopadnie i musimy coś zmienić w sobie. Żeby być szczęśliwym, trzeba spoza tych ram absolutnie wychodzić.

A kim jest Momo tak naprawdę? Masz bardzo piękny głos, z którego potrafisz korzystać, bo nie tylko śpiewasz, ale też jesteś lektorem.

- Tak, jestem lektorem i jest to moja podstawowa praca. A jeśli pytasz kim jestem, to wiesz na przykład, że kiedy nagrywam reklamy to czasem mówię „Poczekajcie sekundę, tylko siebie odnajdę” i przypominam sobie ten moment, kiedy muszę być jakąś figurką na przykład dla dzieci. Tak, jestem chyba wieloma postaciami.

A w którym momencie odkryłaś moc swojego głosu?

- Ja tego nie odkryłam samodzielnie. Pamiętam jak miałam 18 lat i moim marzeniem było przyjechać do Warszawy na lekcje do Eli Zapendowskiej. To ona mi powiedziała „Wiesz świetnie śpiewasz, ale Ty też świetnie mówisz”, a ja w ogóle nie wiedziałam o co jej chodzi. To Ela zaprowadziła mnie na pierwszy casting do reklamy i oczywiście nie mogę powiedzieć jaka to była reklama na antenie, ale mój pierwszy casting wygrałam wieku 18 lat i to był dla mnie jakiś szok, że w ten sposób po prostu można pracować. I zakochałam się w tym zawodzie.

Czyli muzyka to jest twoja odskocznia, twoja miłość?

- Tak, jest moją największą miłością i pasją, natomiast obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby nie musieć myśleć o tym jako sposobie zarobkowym, to znaczy byłoby świetnie się z tego utrzymywać, natomiast nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że jest to nakreślone jakąś presją.